Prawy punkt widzenia
Blog > Komentarze do wpisu
Obama - popłakałam się
Kompletnie niechcący i zupełnym przypadkiem obejrzałam dziś zaprzysiężenie i przemówienie Barracka Obamy. Naprawdę przypadkiem, bo od kilku dni na samo hasło "Obama" miałam uczulenie. Ale skoro dziś niespodziewanie dostałam alergii na pracę i komunikację miejską, a kochany mąż zaoferował pozostanie w swoim miejscu pracy godzinę dłużej tylko po to, żeby oszczędzić mi przynajmniej kontaktu z komunikacją, to skwapliwie tę okazję skorzystałam. I w ten sposób trafiłam na "transmisję z Obamy". Pomyślałam, że jednak to chwila historyczna - zwłaszcza patrząc na twarze ludzi tam zgromadzonych - pomyślałam o segregacji rasowej, o tym, że ten człowiek ma rzeczywiście kompletnie inne doświadczenia życiowe, niż dotychczasowi prezydenci USA, ale jednak zwłaszcza o uczuciach czarnoskórych obywateli USA (mimo, że na codzień nie czuję tej różnicy - w końcu ludź, to ludź), ich upokorzeniach, cierpieniach kiedyś i uczuciu radości i triumfu dzisiaj.

Nie, ale nie to spowodowało, że się popłakałam.

Posłuchałam sobie przemówienia prezydenta Obamy - przyznaję z lekkim wstydem, że słuchałam go po raz pierwszy - jak wspominałam nie interesuję się specjalnie polityką zagraniczną, bo nie mam czasu (odkąd nie ma mnie w domu, nie mam go nawet na politykę polską). Słuchałam i rzeczywiście dałam się oczarować i ponieść... Gdybym była Amerykanką, może wzleciałabym na skrzydłach...

Ale słuchałam prezydenta Obamy i płakać mi się chciało kiedy myślałam sobie o tym, jak bardzo bym chciała, żeby ktoś tak w Polsce przemawiał - o naszej chwale, sile, wolności, jedności, różnorodności... I mógł tak ludzi ponieść - w tym mnie (zakładam ze smutkiem, że kogoś ponosił i wciąż ponosi premier D. Tusk -  mnie nie). Jedna myśl telepała mi się po głowie - przecież my też mieliśmy w naszej historii wspaniałe momenty... Byliśmy wspaniałym narodem, czasem nawet wspólnotą, przeżyliśmy tyle trudnych momentów, wciąż istniejemy. A w tzw. "wolnej Polsce" te najpiękniejsze (bo najtrudniejsze?) okresy były traktowane "per noga" - jeśli w ogóle. A przecież zasługujemy na to, żeby zjednoczyć nas wokół pewnych pięknych wydarzeń (może i nawet czasem mitologicznych - niestety każdy naród i państwo tak robią), dać nam siłę i wiarę, że to co robimy ma sens. I w ogóle zasługujemy - choćby na to, żeby pamięci naszych przodków nie szmacić... Więc generalnie sobie popłakałam, nad wiecznie traconymi szansami... i byłam pełna podziwu dla tego przemówienia, jego autorów i oratora.

A potem usłyszałam od min. dwóch ekspertów, że...

"przemówienie było dosyć oszczędne w patetyzm, że było dość mocno pragmatyczne..."

...i miałam ochotę zachlastać się własną pięścią. Wyszło że to, o czym bym marzyła w naszym kraju jest zwykłym pragmatyzmem w innym...

Przemówienie Barracka Obamy, 44 prezydenta US





wtorek, 20 stycznia 2009, konserwatywna

Polecane wpisy

  • kpt. SB Edward Graczyk

    Nie mam czasu ogarniać wątpliwych drobiazgów aktualnej potyczki, ale rzuciło mi się w uszy jedno "sakramentalne" zdanie ponoć autorstwa tytułowego pan

  • pierwszy oksfordczyk RP...

    "Ten rok, to rok poważnych sukcesów na arenie międzynarodowej, a byliśmy o krok od poważnego problemu, jakim było skłócenie z najpoważniejszymi światowymi

  • Sarkozy, Nikołajek.

    Jeszcze jeden z wielu świetnych wpisów w s24. Tyle, że znacznie mniej rozweselający. Szczerze mówiąc, jak czytam ostatnio informacje dotyczące kolejnych pomysłó

Komentarze
2009/04/14 19:31:42
aurorko nawiąż ze mną kontakt na: tad9@gazeta.pl
Visit X09.eu